wtorek, 3 grudnia 2013

   3 tygodnie temu podczas wtaczania się pod wzgórza Trzebnickie padł mi termostat. Było to coś ciekawego dla mnie, pierwsza awaria na drodze...
   2 tygodnie temu posypała się skrzynia biegów. Wałki synchronizatorów? A co to jest? Bo tutaj ich już nie ma...
   W zeszłym tygodniu po prostu odpadło mi w ciągniku siodłowym, z prawej strony z tyłu, ramię, na którym jest przymocowany błotnik oraz lampy, Tylko zwisające smętnie kable od czasu do czasu iskrzeniem przypominały, że taki stan nie jest naturalny...
  Wczoraj. Staję w rajce na terenie Kuehne-Nagla, czekając aż zwolni się rampa, pod którą miałem się podstawić. Dyspozytorka dzwoni, że można się podstawiać. Żeby wyjechać, musiałem wjechać ciągnikiem na trawnik. Przy zjeżdżaniu rura wydechowa walnęła w krawężnik, odgięła się do góry i zaczęła naciskać na spust zbiornika osuszacza powietrza, W efekcie zaczęłem tracić powietrze w układzie pneumatycznym. System bezpieczeństwa zadziałał bezawaryjnie, dociskając klocki hamulcowe i unieruchamiając cały zestaw na środku drogi dojazdowej. No cóż, awaryjki, podnoszę ciągnik na poduchach i wpełzam pod niego coby zdiagnozować i usunąć problem. Po kilku minutach awaria usunięta, robię krok w kierunku kabiny i wtedy, nagle. KABUM! Wybuchła poduszka powietrzna...
  Albo ja mam takiego pecha, albo zestaw daje mi coraz mniej dyskretnie znać, że chciałby już odejść na emeryturę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz