Sponsorem dzisiejszego odcinka będzie litera B. Zanim zabrałem się za pisanie posta, nie mogłem jakoś tak znaleźć natchnienia, ale ledwo co zaczełem pisać, wena spłynęła na mnie, jak nie przymierzając, śnieg, jak tylko wyszedłem z klatki bloku dzisiaj popołudniu. Zatem, do dzieła!
Bardziej cię już chyba nie mogło popie*dolić - oto najczęściej słyszany komentarz, gdy podzieliłem się moim nowym planem życiowym z znajomymi. No cóż, stereotypy jak widać mają się dobrze. Uwierzcie mi, lub nie, nie była to jednak decyzja podjęta na szybko. Dobrych parę tygodni zajęło mi penetrowanie sieci w poszukiwaniu informacji o tym zawodzie, a i rzucić studia, będąc jednocześnie pod presją rodziny, nie było łatwo. Najcięższą batalię o to stoczyłem z rodzicami. Przygotowałem się do tego dobrze i używając naprawdę mocnych argumentów udowodniłem, że bardziej opłacalna dla mnie życiowo będzie truckerka niż studiowanie. Co ciekawsze, znalezienie argumentów nie było takie trudne, patrząc na to, co się w chwili obecnej dzieje na rynku pracy dla absolwentów wyższych uczelni. Układ na początku był prosty - rodzice płacą za moje studia, ja studiuję. Jednak będąc w połowie studiów, złapałem bakcyla na jeżdżenie. Rozważmy zatem moje 2 scenariusze życiowe:
#1 - Studia i praca za biurkiem. Żeby skończyć studia, a studiowałem anglistykę, potrzebowałbym ok 10 tysięcy zł. Nie ma sprawy, rodzice wykładają, kończę studia i co dostaję? Papierek, że mam wykształcenie wyższe na poziomie licencjata oraz zaświadczenie, że znam język angielski na poziomie C2, czyli na ludzki tłumacząc, tak, jakbym od urodzenia mieszkał w Anglii i tylko po angielsku się komunikował. Z tym pierwszym - marne szanse na znalezienie pracy w zawodzie, chociażby w jakieś firmie. A ten drugi papierek... Takie samo zaświadczenie dostał bym po kursie CPE - Certificate of Proficiency in English, którzy trwa rok i kosztuje ok 5 razy mniej niż całe studia. Podsumowując - 3 lata zmarnowane na zdobycie niewiele wartych papierów.
#2 - Zdobycie uprawnień kierowcy zawodowego. Tutaj tylko krótki kosztorys: kategorie C, C+E, do tego Kwalifikacja Wstępna Przyśpieszona kosztowały mnie 6040 zł ( cena promocyjna - weź 3 kursy, dostań 400 zł zniżki). Badania lekarskie - 400 zł. Egzaminy (C zdane za drugim, C+E dopiero za piątym razem) 200 zł/szt. Dojazdy do Słupska i Gdańska - ok 2000 zł. Karta Kierowcy - 200 zł. Wymiana prawka na zawodowe - 100 zł. Po zsumowaniu otrzymujemy 10140 zł, a więc niewiele więcej, niż potrzebowałbym na skończenie studiów, a w zamian mogłem zacząć pracować w zawodzie, gdzie wypłaty zaczynają się od conajmniej 3000 zł/miesiąc. Jak na kolesia mającego już dawno 2 krzyżyk na karku, całkiem nieźle :D
Przynajmniej, zapowiadała się niezła zabawa...
A no, takie mamy realia, że człowiek wykształcony pozostaje bezrobotnym z masą papierków.
OdpowiedzUsuńBtw, mój chłop zdał wczoraj egzamin na C+E. Za pierwszym razem.^^ Jeszcze tylko 2500 pln za kurs na przewóz i będzie Twoim kolegą po fachu.
Jesteś 30 grudnia we Wro?