Niemcy. Autostrada A4, okolice Aachen, stacja Shell. Wiedziony chęcią wzięcia prysznicu w ludzkich warunkach zjeżdżam na stację, przeliczam drobniaki, biorę plecak i idę do kasy, zapłacić za prysznic. Pani w firmowym wdzianku i z firmowym uśmiechem na twarzy podaje mi klucze, na widok garści monet uśmiech znika. Nie, pani nie przyjmie tych pieniędzy, tak, ona wie, że są one ważnym środkiem płatniczym w Niemczech i w większości krajów UE, nie ona ma to gdzieś, jej się nie chce liczyć, a w ogóle idź sobie polaczku stąd i nie rań moich uszu swoim niemieckim z polskim akcentem. W zamian za zmarnowanie mojego czasu i podniesienie poziomu wkurwu do 6 kurwoton na godzinę - ZEMSTA!
Wracam do ciężarówki, z diabelskim uśmiechem liczę WSZYSTKIE klepaki, jakie tylko znajduję po zakamarkach mojego M3, ciuchów, plecaka, portfela. Wyszła całkiem spora garść na kwotę 10 euro, w większości złożona z monet o nominale do 20 Eurocentów. Ostrożnie cofam pod dystrybutor, tankuję za 9,99 Euro, po czym z uśmiechem nr 3 podchodzę do tej pani, wysypuję na ladę żelastwo i z uprzejmością informuję, że chciałbym zapłacić za tankowanie z takiego a takiego dystrybutora. Pani zamiera, z widocznym obłędem w oczach patrzy na kwotę na swoim ekraniku i kwotę leżącą przed nią. Przez chwilę miałem wrażenie, że z jej przegrzanego mózgu buchnia para uszami, a z rzyci poleci ogień. Z wzrokiem pełnym nienawiści pani przelicza kwotę i oddaje mi rachunek..
Coś czuję, że dla własnego bezpieczeństwa powinienem omijać tę stację przez dłuuugi okres czasu :D