wtorek, 9 lutego 2016

Coś o Słupsku ;)

      Ha! Mimo, że z prawie rocznym opóźnieniem, ale w końcu mogę opisać dalsze moje przygody z truckerką! Dlaczego z takim opóźnieniem? Praca, praca, więcej pracy...
     Po przygodzie z PKSem znowu rozpocząłem poszukiwania pracy. Jedna wspaniała oferta - kraj, wywrotka, Renault Magnum. Przyjechałem, pogadałem, obejrzałem zestaw: dość przepracowany, stary, ale jary. Zauważyłem, że lewa opona na osi napędowej jest praktycznie łysa. Proste pytanie do przyszłego pracodawcy - kiedy będzie wymiana? - Nooooo, może w przyszłym roku. - Dziękuję, odezwę się za parę dni. Zaraz po wyjeździe skasowałem numer i postarałem się zapomnieć o całej sprawie. Za parę dni brat mówi, że jego znajomy w firmie ma znajomego, co ma ciotkę, co ma kuzyna, który ma szwagra, który ma brata i ten brat ma znajomą, której chłopak mówi, że jest taka firma w Słupsku, co szuka kierowcy.* Wpadnij na chwilę – mówili... Zobacz jak tu jest fajnie – mówili... No to pojechałem
     Pamiętam doskonale, jak zjawiłem się pod firmą i zobaczyłem, czym mam jeździć. Tandem. Znowu. Przypomniało mi się wszystko to, co przeszedłem w EMT, no ale skoro już przyjechałem, to czemu by nie spróbować pogonić kota duchom przeszłości.
     Na początku było wszystko ok. Pieniądze może nie za wielkie, ale dla mnie o wiele ważniejszy był fakt, że miałem duży komfort pracy. Kierunki - różne, jeździłem na Słowację, Czechy, no i, oczywiście, na "cywilizowany" zachód, chociaż parę razy trafiły się kursy na Włochy i Anglię. Pierwszy zgrzyt miał miejsce w listopadzie 2014, kiedy to w domu spędziłem tylko 5 dni, zaś całą resztę miesiąca w trasie. Fakt, było 10 dni stania i czekania na ładunki, no ale 2300 zł wypłaty, w dodatku przed świętami, to śmiech na sali. Śmiech, który przeszedł w jęk grozy, kiedy szefo nie chciał nic dorzucić. Krótka piłka - wypłatę liczymy na 2 sposoby, albo jak do tej pory, albo same diety, bo za czapkę śliwek i michę ryżu to ja pracować nie zamierzam. A jak nie, to powodzenia w szukaniu nowego kierowcy na moje miejsce. - Dobra, dobra, niech będzie po twojemu. Potem do maja, jak to się mówi, kijowo, ale stabilnie - 3500 do 4000 zł/miesiąc. I potem przyszedł maj. I przestało być różowo. Za maj wypłata kosmiczna, szefo jak zobaczył to się lewą stopą przez plecy przeżegnał - 5200 złotych polskich. - No ale wiesz co Łukasz, żeby było sprawiedliwie, to powinno się twoim sposobem policzyć. Moja mina musiała wystarczyć za odpowiedź, bo do tematu więcej już nie wracaliśmy. Tylko że, od tamtego czasu komfort pracy zaczął maleć, coraz więcej trzeba było leżeć pod zestawem ( nie to, żebym umiał dokonać poważniejszych napraw, ale zdiagnozować problem trzeba było), a wypłata stała w miejscu. Czara goryczy przelała się w sierpniu, czego świadkiem była moja Dziewczyna ( pozdrawiam Kotek :*). Zauważyłem, że coś szybko paliwa mi ubywa, ergo coś się dzieje z zestawem, ergo telefon do pryncypała i potężne zjeby. Za kogo ja go mam, on nie jest gówniarzem, takie bajki to nie dla niego i że się pewnie kieszeń powietrzna utworzyła, taka na 50 litrów. Taaa, kieszeń powietrzna, na 50 litrów, w dwóch zbiornikach po 160 litrów każdy. Tja. Rozłączyłem się i nie odbierałem potem telefonów, bo pracę miałem i bez tego stresującą. Później okazało się, że paliwo się po prostu nie przelewało, a że smok tylko w jednym kociołku był, to i stąd szybkie ubywanie paliwa wynikało. Z końcem sierpnia i jednoczesnym końcem umowy o pracę przestałem pracować w Słupsku. Problemów z znalezieniem kolejnej pracy nie miałem, ale to już temat na kolejnego posta, któy obiecuję, pojawi się niebawem, a na pewno jeszcze w tym roku :C

*Tak naprawdę to ten znajomy brata miał iść tam pracować i faktycznie się okazało, że potrzebują kierowcy C+E. To, że gościu mi zjarał chłodziarkę 12V, podłączając ją pod 24V to swoją drogą...